Beck znał Chrisa wystarczająco dobrze, by się zorientować, że jego nonszalancja jest udawana. Pocił się zbyt obficie. - Huff odpokutuje za to, co zrobił mojemu ojcu. Ty uczyłeś się od niego i trzeba przyznać, że wyszkolił cię znakomicie, ponieważ uczeń przerósł mistrza w swojej deprawacji. Zabiłeś własnego brata i za to zostaniesz ukarany, Chris. Spojrzenie Chrisa powędrowało za plecy Becka. - Najwyższy czas, żebyś się do nas przyłączył, Huff. Beck odwrócił się powoli, żeby spojrzeć w oczy człowiekowi, który, niemal od kiedy pamiętał, był jego wrogiem. Przez te wszystkie lata, gdy postanowienie Becka słabło, wystarczyło, by sobie przypomniał, że nigdy nie było mu dane pożegnać się z ojcem. Ani matka, ani on nie mogli go nawet zobaczyć w trumnie. Byłby to zbyt makabryczny widok, powiedział jej dyrektor zakładu pogrzebowego. Z powodu chciwości Huffa matka Becka owdowiała, on został osierocony, a jego tata pocięty na kawałki. Beck spoglądał teraz na swojego wroga, a wrogość buzowała w nim, śmiertelna i gorąca niczym lawa w wulkanie. - Ucięliśmy sobie z Beckiem bardzo interesującą pogawędkę - powiedział Chris. - Słyszałem. Najwyraźniej rzeczywiście tak było. Twarz Huffa była zaczerwieniona, oczy płonęły jak dwa węgle. W ręku przyciśniętym sztywno do boku, trzymał pistolet. Jego głos brzmiał niczym zgrzyt stali o osełkę. - Słyszałem - powtórzył, unosząc ramię z pistoletem wymierzając go prosto przed siebie. Beck podniósł obie dłonie w geście obronnym. - Huff, nie! Ale stary pociągnął już za spust. W przestrzennej hali strzał zabrzmiał niczym salwa armatnia. Dźwięk odbijał się od ścian echem przez kilka dobrych sekund, a potem Beck usłyszał inny odgłos okropny łomot. Pracujący podajnik. Huff opuścił broń która wypadła mu z ręki, lądując na betonowej podłodze. Odepchnął Becka i wydając przeraźliwy jęk, przebiegł obok niego. Beck odwrócił się w samą porę, aby zobaczył jak Chris osuwa się na ziemię obok maszyny, z kawałkiem metalu w szyi. Z rany lała się krew. Huff opadł ciężko na kolana przy synu i przycisnął dłonie do jego szyi. Chris wpatrywał się w ojca z bezgranicznym zdumieniem. Jego twarz bielała z każdą sekundą. Beck ściągnął przez głowę koszulę, zwinął w kłębek, odepchnął oszalałe dłonie Huffa od rany i próbował nadaremnie zatamować fontannę krwi. Tuż za nim pojawiła się Sayre. - O mój Boże! - Zadzwoń po pogotowie - rzucił Beck. Poczuł, że odpina telefon komórkowy z jego paska. Huff chwycił głowę Chrisa w swoje dłonie i potrząsał nią gwałtownie. - Dlaczego to zrobiłeś?! Kazałeś zamordować Danny'ego? Dlaczego, synu? Dlaczego?! - Strzeliłeś do mnie? - Z gardła Chrisa wydobył się okropny gulgoczący glos. Z jego ust wystrzeliła krew, opryskując twarz ojca. - Powiedziałeś, że trzeba powstrzymać Danny'ego, Huff. Powiedziałeś... żebym się tym zajął. Huff odrzucił głowę do tyłu i zawył jak śmiertelnie ranne zwierzę. Przyciągnął Chrisa do siebie i przytulił jego głowę do piersi, trzymając mocno w ramionach, jakby chciał go ochronić przed całym światem. - Danny był twoim bratem. Twoim bratem - płakał oddychając spazmatycznie i kiwając się w przód i w tył. Bezwładne ramiona Chrisa uderzały o chropowatą podłogę. - Jak mogłeś zrobić coś takiego, synu? Jak mogłeś?

- Czemu więc to zrobiła? - jęknęła Tammy.

- Interes Henry'ego wymaga, żeby chłopiec został ze mną. On nie potrzebuje tronu, tylko kontaktu z drugim człowiekiem.
papieru nie obudził baranka.
- Powiedział mi, że jest lotnikiem, bo lata samolotem. I że musi naprawić swój samolot, bo to jest dla niego sprawa
- Proszę mnie zabrać do Henry'ego.
- Ja też!
- Tu jestem. Czym mogę służyć?
zachwycać...
go. Okazało się, że kiedyś przepowiedziano jej, iż spotka kogoś spoza planety i ten ktoś odegra ważną rolę w jej
i ochłonąć po śmierci córki. Miała przywieźć Henry'ego do¬piero wtedy, gdy będzie to konieczne. Tymczasem on omal nie trafił do domu dziecka! - wybuchnął z gniewem. - Nie
kogoś przyjacielem?... To smutne, że nikt nie chce przyjaźnić się z kimś biednym, brzydkim czy słabszym od siebie.
pochylił się nad trzymaną w dłoniach Różą i zamknął oczy.
- Opowiedz mi jeszcze o swoim przyjacielu z Ziemi.
Tammy wykonała uspokajający gest dłonią.
Tammy rzuciła trochę niepewne spojrzenie na Marka, lecz on już się odwrócił i odszedł zdecydowanym krokiem. Wszystko wskazywało na to, że książę uznał ten rozdział za zamknięty. Sprowadził do kraju następcę tronu, powierzył dziecko opiece kobiet, a sam mógł zająć się sprawami wagi państwowej.

więzienne nie dopuszczały na teren więzień paczek z zewnątrz, w tym również;

zaróżowiły.
przeżyłaś wielki wstrząs. I choć poradziłaś sobie z nim na wielu płaszczyznach, on wciąż miał
za nią.
to wszystko, żeby zamordować swoją byłą żonę?
wciąż należy do niego.
spuszczał z niej oczu.
– Skąd przyjechała panna Avalon?
wiem, jak to się stało, ale wygląda na to, że ten człowiek... Jakby był naprawdę
policjantka z całych sił stara się nie rozpłakać. Taktownie odwrócił wzrok.
Zmięła liścik i wyrzuciła.
Ramie leżała rozciągnięta na łóżku obok Quincy'go. Na razie nie chciało im
– Może... Może kiedyś, kiedy będzie mi się wiodło trochę lepiej. Może wtedy wpadnę do
Andrews popatrzył na nią. Kimberly odruchowo też skierowała wzrok
z własnego doświadczenia, musiała zająć się swoimi sprawami na swój sposób

©2019 do-wykonywac.przeworsk.pl - Split Template by One Page Love